- To takie turystyczne…
- Fryc, nie narzekaj! – powiedział Jan i zaciągnął go do Mort Subite. – Jeżeli teraz powiesz, że to też jest „turystyczne”, to się obrażę.
- Nie byłbym sprawiedliwy, ale… muszę coś zjeść. Nie mogę żyć tylko na serkach, plasterkach salami i piwach.
- Znam dobre miejsce…! – krzyknął Jan i zaciągnął Fryderyka do knajpy hiszpańskiej. To co tam się zdarzyło, było trochę krępujące dla Fryderyka. Ale był tak głodny, a dania tak pachnące i smaczne, że postanowił nie uciekać. A myślał, że będzie musiał.
Jan koniecznie chciał zaprzyjaźnić się z szefem kuchni. Mówił tylko po katalońsku i tak naprawdę, to chciał sam ugotować coś wspaniałego dla swojego nebot. Gdyby nie to, że szef był pobłażliwy a Fryderyk bardzo, ale to bardzo spokojny i przepraszający obydwaj wylecieliby na kopach i to na tyłach knajpy.
W końcu Jan pogodził się z tym, że kucharz tutaj rządzi, a Fryderyk miał przed sobą deskę z pokrojoną ośmiornicą, która ociekała oliwą. Jadł i myślał, że życie jest piękne. Na moment przestał myśleć o śmierci i o Bernardzie. Martwym Bernardzie. Jeżeli go wspominał, to jako Bernarda, którego tym razem nie ma z nimi. I ta wersja mu odpowiadała.
*
Zwlekli się na wieczór. Dwie siostry Marii były oburzone ich stanem. Trzecia była nieobecna. Jan się lekko zataczał i wygłaszał mowy pogrzebowe. Maria gorzko się uśmiechała i próbowała załagodzić sytuację. Fryderyk zaciągnął Jana do ich pokoju i zaproponował drzemkę. Jan po chwili głośno chrapał. Fryderyk wszedł na górę. Kobiety jeszcze dyskutowały na temat „skandalicznego zachowania Jana”. Widać, szybko zapomniały o młodzieńczej, wyidealizowanej miłości. Miłość z otartymi ustami spała i śniła koszmary.
- Wiem, że nie ma usprawiedliwienia dla naszego zachowania… - zaczął Fryderyk
- Fryderyk, ty nie zrobiłeś z siebie bydlęcia, to twój wujek… jak śmie w taki dzień upijać się!?
- Kasiu, daj spokój. – powiedziała Maria.
- To co mogę powiedzieć, to to jest alkohol i wrażliwość. Niebezpieczna mieszanka. Prawdopodobnie nie może sobie dać rady ze śmiercią Bernarda… też z innymi sprawami. Jutro nie będzie takiej sytuacji, wierzcie mi. – mówił Fryderyk.
- Nie musisz się tłumaczyć.- Powiedziała Maria. – Kto ma ochotę na herbatę? – szybko zmieniła temat. Siedzieli w czwórkę. Fryderyk słuchał. One mówiły, nie do niego. Wiedział, że nie rozmawiają swobodnie. Czuł się tym skrępowany. Wypił herbatę, podziękował za towarzystwo, przeprosił je i wyszedł. Zrobił to według zasad dobrej kindersztuby. Doceniły to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz