Jan okropnie chrapał. Fryderyk długo nie mógł usnąć. W niekontrolowanej wyobraźni palił kolejne domy. Opuszczał i był opuszczany. Wiedział, że ze snu nic nie będzie. Żeby miał chociaż aspirynę, to spróbowałby wmówić w siebie, że działa nasennie. Nie raz udawało mu się to.
Wysupłał się z kokonu śpiwora i wyszedł na zewnątrz. Było zimno. Rzucił kilka gałązek na niewygasły żar na ognisku. Ukucnął przy ogniu. Zapalił papierosa. Gdzieś nad nim były inne światy wokół gwiazd. A on po prostu nie mógł usnąć. Starał się powoli uspokoić myśli. Bez skutku. W końcu odnalazł butelkę wina, odkorkował ją. Szybko wypił do połowy. Po krótkim czasie był gotowy do snu. Chwiejąc się lekko wszedł do konstrukcji.
- O! Szałas potu – zaśmiał się na głos. – I szaman! Szamanie, nie chce mi się wracać!
Szaman nie obudził się.
piątek, 10 października 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)