Ostani gwóźdź
Następnego ranka cicho się pozbierali i poszli do konstrukcji. Max i Maria jeszcze spali. Na kozie zrobili sobie ostatnią kawę. Dokładnie zagasili palenisko. Bardzo szybko zabili deskami wejście.
- Poczekaj… - powiedział Jan – Pozwól mi wbić ostatni gwóźdź.
- Jeżeli ci na tym zależy? To wbijaj.
- Ostatni gwóźdź do trumny, jak mawiała moja matka, którą wpędzałem żywcem do grobu. Wiesz, że jak mi to mówiła, to wyobrażałem ją sobie w tym grobie. A byłem małym chłopcem.
- Jan, wbijaj! – powiedział Fryderyk, a Jan wbił ten ostatni gwóźdź.

- Gdybyś coś takiego dla mnie zrobił byłbym szczęśliwy… - powiedział Fryderyk stając przed konstrukcją.
- Byłbyś martwy, więc byłoby ci wszystko jedno. – zaśmiał się Jan
- Ale gdybym wiedział… Zresztą, zobacz, Bernard zmagazynował to wszystko, tak jakby liczył na to, że ktoś, że my to dokończymy… że to zrobimy… dla niego…
- Może dla siebie.
- Co?
- Może zrobiliśmy to dla siebie… - zakończył sprawę Jan.
KONIEC