
Trzy ściany i podłoga
Fryderyk zszedł z góry. Jan już siedział przy stole i pił kawę.
- Jak spałeś? – zapytał Jan.
- Chyba dobrze. – odpowiedział z podziwem patrząc na rześkość swojego wujka. Już nawet nie zastanawiał się skąd on ma tyle energii. Przyzwyczaił się do tego. Za oknem świeciło jesienne słońce. – Ładna pogoda. Dobrze, że nie pada.
- Chcesz kawę?
- Chętnie. Wczoraj jakoś nie przewidziałem dzisiejszego śniadania. Chyba nie mamy nic do jedzenia.
- Znalazłem płatki i mleko.
- Fajnie. Czyli ten właściciel tutaj pomieszkuje?
- Rozejrzyj się. Oczywiście, że tak.
- Kiedy wraca?
- Możliwe, że jutro przyjedzie z Marią.
- Przenosimy się dzisiaj na górę?
- Jeżeli zrobimy podłogę i dorobimy przynajmniej jedną ścianę. To myślę, że tak.
- Fajnie. Mam nadzieję, że w nocy nie będzie za zimno.
Zaraz po śniadaniu zaczęli wspinać się na górę. Gdy już dotarli Fryderykowi rzucił się w oczy widok pogniecionej trawy. W porównaniu z dniem wczorajszym można było powiedzieć, że coś tutaj się dzieje. Nawet nie zrobili za dużego bałaganu. A postawione przez nich trzy ściany dokonały zmiany całej architektury. Konstrukcja stała się pełniejsza.
- Fajnie to wygląda, co? – prawie szeptem powiedział Fryderyk.
- Fajnie. Pięć ścian, to nie dwie. – zaśmiał się Jan. – Zacząłbym od podłogi, bo tutaj możemy natrafić na przeszkody.
- Jakie przeszkody? – zdziwił się Fryderyk.
- Nieoczekiwane. – zaśmiał się Jan i wszedł do konstrukcji. – Musimy poprzerzucać deski, żeby zrobić miejsce na podłogę. Wczoraj widziałem kilka miejsc, gdzie trzeba będzie wymienić belki, te robiące za legary.
- Jak chcesz to zrobić? Widziałeś gdzieś belki do wykorzystania?
- Wymienimy tylko zgniłe fragmenty. Albo zepniemy je deskami, albo, jeżeli znajdziemy suche belki, zepniemy belkami. Nie są duże. Damy radę.
- Pamiętasz jak u ciebie weszły jakieś robaki w konstrukcję, jak wyciąłeś piłą jedną piątą konstrukcji. Usiadłem wtedy przed konstrukcją i zastanawiałem się, czy w ogóle się zatrzymasz…
- Pamiętam. Słabe drewno było.
- Tutaj też może być słabe drewno. Może lepiej nie dotykać tego?
- Chcesz odwalić fuszerkę?
- No nie. Dobra zobaczymy. Od czego zaczynamy?
- Sprawdzenia tych niepewnych miejsc.
Minęła godzina zanim uporządkowali sprawę podgniłych belek tworzących wewnątrz budowli sieć nad ziemią. Sieć była przybita do licznych krótkich belek zakotwiczonych w skale. Ziemia z obszaru całej konstrukcji była wyrzucona jakieś pięćdziesiąt metrów dalej i obrośnięta już trawą. Ktoś nawet zasadził tam dwie róże. Zasadził i zapomniał.
Zaczęli przybijać deski podłogowe. Znowu mierzenie, przycinanie, przybijanie i następna. Fryderykowi podobała się taka praca. Było widać efekt. Wpadało się w swoisty rytm. Dobrze się gadało.
- Wiesz, że ostatnio rozmawiałem ze swoim siostrzeńcem o stopie.
- Jakiej stopie? – zdziwił się Jan.
- Autostopie.
- To mów po ludzku.
- Mówiłem mu, że dawniej ja łapałem samochody na stopa, a teraz zabieram łapiących… wiesz, jako o zmianie w życiu.
- Tak. – powiedział Jan, ale nie był do końca przekonany, że wie o co tak naprawdę chodzi Fryderykowi.
- Wspomniałem mu, że ostatni raz jechałem stopem z Gdańska dziesięć lat temu, gdy był strajk kolei. Chodziło mi o to, że to fajna przygoda była. A on mi na to, że pamięta. Zdziwił mnie. Okazało się, że byłem z nim umówiony na wyjście do kawiarni na czekoladę na gorąco. Mógł mieć wtedy dwanaście lat. Dzwoniłem do niego, że nie wiem czy dotrę przez ten strajk. Okazało się, że zdążyłem. Nie pamiętał, w której knajpie byliśmy. Pamiętał jedynie, że dojechałem. To wspomnienie sprzed dziesięciu lat było bardzo ważne dla mnie.
- Fajnie, że dotarłeś, że twój siostrzeniec ma dobre wspomnienie. Ale dlaczego aż tak ważne to jest dla ciebie?
- Bo to znaczy, że nie jestem dupkiem.
- A sam o tym nie wiesz? – Jan przerwał pracę i wyprostował się.
- Wiem, ale miło o tym usłyszeć od kogoś innego. Nie często się to zdarza.
- Chyba musimy pojechać do Paryża. Musisz się podleczyć. – Jan sięgnął po garść gwoździ i wrócił do przybijania. – Mówiłeś o tej robocie dla mnie. Wiesz coś więcej?
- To jest duża firma. Pokazywałem twoje prace. Spodobała im się ściana, którą robiłeś w Holandii.
- Rozmawiałeś z nimi o pieniądzach?
- Jeszcze nie.
- Musisz ich zapytać jaki mają budżet na taką robotę. – powiedział Jan i odchrząknął.
- Wiem, ale to jest problem, bo oni chcą wiedzieć ile to kosztuje…
- No chyba nie chcą ceny za metr? – żachnął się.
- Myślę, że niektórzy chcieliby to wiedzieć. – uśmiechnął się gorzko Fryderyk
- No to dajmy sobie spokój.
- Dobra. – powiedział i zaczął dobijać deski. ”Czy jak Jan idzie na targ po ziemniaki i pyta o cenę, to sprzedawca pyta go: jaki ma pan budżet? A w cholerę z takimi dyskusjami. Nie nauczyłeś się, że z rodziną i przyjaciółmi nie robi się interesów” skarcił się. - Kto pyta nie błądzi. Nie uważasz, że to jakoś dwuznacznie brzmi?
- Jak to? – zdziwił się Jan przeskokiem z tematu pracy.
- Kto pyta nie błądzi… Kto jest „pyta”, ten nie błądzi!
- Też masz pomysły. – Jan sięgnął po kolejną garść gwoździ.
- A mnie to bawi. – Powiedział bardziej do siebie Fryderyk i też wziął gwoździe.
- Fryc, lepiej przytrzymaj mi tę deskę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz